
Zrozumiałem, wtedy jeszcze pewnie intuicyjnie, że to, co wyróżnia mnie w grupie, to umiejętność recytacji. Bo gdy cię odtrącą, a ty znajdziesz w sobie coś, co zyskuje ci szacunek u ludzi, to trzymasz się tego jak ostatniej deski ratunku. To jest twój los w kieszeni. Od tamtej chwili nie bałem się już być inny. Przeciwnie, coraz bardziej utwierdzałem się w przekonaniu, że moim przeznaczeniem jest życie obok grupy. Już wtedy wiedziałem, ze do żadnej organizacji się nie zapiszę. Do żadnej partii. Życie stadne nie było moim sposobem na istnienie w społeczeństwie. To jest cecha, którą odziedziczyłem po ojcu. On też całe życie był gdzieś w środku.
(...)To zakotwiczenie w rodzinie, które nadaje sens całej gonitwie dnia codziennego. Bo tak naprawdę dopiero przełożenie naszych sukcesów na radość, jaką sprawiamy najbliższym, tworzy prawdziwą wartość naszych osiągnięć.
Życie zawodowe, walka o sukcesy tworzy człowieka, buduje jego wartość, ale bez rodziny nie ma właściwego wymiaru. Zwłaszcza w moim zawodzie, który tak bardzo podbija cechy narcystyczne.
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2008
Lepiej być dobrym rzemieślnikiem niż do dupy artystą (Mania).
Wolność to stan umysłu (Pierre).
- Bo ty sobie umiesz to wyreżyserować (...)
- Elwira, każdy może. Musi tylko mieć świadomość twoją, moją, że "samo" to się może jajko stłuc. Każda z nas ma moc. Możliwość takiego poukładania sobie życia, żeby ono było fajne. A kobiety, sama wiesz, jakoś boją się być szczęśliwe. (Gosia)

W pewnych sytuacjach ludzie zachowują się jak stado owiec. Kiedy jedni zaczynają się podnosić, reszta idzie za ich przykładem.
Niektórzy rodzą się po to, żeby tworzyć wspaniałe arcydzieła, a inni po to, żeby je doceniać.
- Proszę ją poprosić, żeby coś powiedziała - zwrócił się do Gena.
- Ale co?
- Cokolwiek. Nie ma znaczenia, co powie. Poproś, żeby wymieniła tytuły oper. Czy zgodzi się to zrobić?
Gen przekazał jego prośbę, na co Roxane Coss wzięła z ręki księdza maleńki telefon i przyłożyła do ucha.
- Halo? - powiedziała.
- Halo? - powtórzył jak papuga Manuel.
Śpiewaczka zerknęła na księdza i uśmiechnęła się. wymieniając tytuły oper, patrzyła mu prosto w oczy (...)
Wydawało się, że pierś księdza wypełnia jasne światło; jasność biła z jego oczu, wyciskając z nich łzy, a serce waliło tak mocno, jak zrozpaczony człowiek wali w nocy do drzwi kościoła. Nie był pewien, czy gdyby tylko zdołał, podnieść ręce, aby jej dotknąć, potrafiłby się opanować. Ale to nie miało znaczenia. Był zahipnotyzowany jej głosem, jego melodią, rytmicznym brzmieniem tytułów, jakie padały z jej ust do telefonu, a następnie dwie mile dalej spływały do ucha Manuela. W tym momencie księdza ogarnęła pewność, że przeżyje to wszystko. Nadejdzie dzień, kiedy zasiądą z Manuelem przy kuchennym stole w jego małym mieszkanku pełnym płyt i będą bezwstydnie wspominać rozkosz tej chwili. Musiał przeżyć, choćby po to, aby wypić kawę z przyjacielem. A kiedy będą wspominać, starając się przypomnieć sobie kolejność wymienianych przez nią tytułów, ojciec Arguedas będzie wiedział, że znich dwóch to on miał tego dnia większe szczęście, ponieważ to na niego wtedy patrzyła.
- Ludzie kochają się z róznych powodów - zauważyła Roxane (...) Zazwyczaj jesteśmy kochani za to, co potrafimy robić, a nie za to, jacy jesteśmy. To nie takie złe: być kochanym za to, co się potrafi robić.
- Ale to drugie jest znacznie lepsze - odparł Gen.
Roxane podciągnęła nogi na krzesło i objęła rękoma kolana, przyciskając je do piersi.
- To prawda. Z przykrością przyznaję, żę to prawda. Kiedy ktoś kocha nas za nasz talent, czujemy się mile połechtani, ale czy to wystarczający powód, żeby odwzajemnić tę miłość? Kiedy natomiast ktoś kocha nas za to, jacy jesteśmy, oznacza to, że musiał nas dobrze poznać, a co za tym idzie, my także musieliśmy dobrze go poznać. - Uśmiechnęła sie do Gena.
Przełożyła Aleksandra Wolnicka
Dom Wydawniczy REBIS
Poznań 2008

Podświadomie podpisuję się pod stwierdzeniem, że jeśli człowiek czymś się martwi, zmniejsza się prawdopodobieństwo, że to coś rzeczywiście się wydarzy. No cóż, chcę powiedzieć, że to wcale nie działa w ten sposób. Rzecz, której najbardziej się boisz, i tak może się przydarzyć. A kiedy już się tak staje, tym bardzie czujesz się oszukana, że strach cię przed nią nie uchronił.
Ludzie poszukują selektywnych rad. Proszą o nie ludzi, którzy podzielają ich instynkty. Doradzą im to, co i tak zamierzają zrobić.
Tłumaczenie Anna Gralak
Wydawnictwo Otwarte
Kraków 2007

- Moja droga, zasada numer jeden w dniu św. Walentego - wykłada, gdy popijamy wodę z cytryną i podziwiamy nasze polakierowane paznokcie u nóg,. - Ważniejsze jest okazać samemu sobie trochę miłości, niż mieć mężczyznę, który podaruje ci coś w złym kolorze i rozmiarze.
Przełożył Rafał Śmietana
Wydawnictwo Znak, Kraków 2003